DYSKLEJMER: Poniższy tekst pochodzi z nieistniejącego już bloga "Życie to nie brydż". Dekonstrukcja korwinistycznych wynurzeń, zwłaszcza w tak pięknym stylu, nie zasługuje na internetowe zapomnienie. Notka 3/8.
Ze słabości argumentu o podziale firmy na 100 na uzasadnienie "irracjonalności" ubezpieczeń zdał sobie sprawę chyba nawet sam Korwin, skoro dzień później dodał kolejne dwa: jeden oparty o wyliczenia wartości oczekiwanej dochodów kierowcy (którą to wartość oczekiwaną Korwin zwie konserwatywnie nadzieją matematyczną), drugi oparty o skłonność do większego dbania o przedmioty, których strata będzie bezpowrotna. Są one jednak równie słabe co poprzedni.
Tako rzecze JKM:
A)Nie ubezpieczam się. Zarabiam rocznie 50.000 zł – strata samochodu(150.000 zł) z szansą 1% czyli E = 50.000 – 1500 = 48.500 zł
B)Ubezpieczam się. Nie ma żadnego ryzyka: 50.000 – 2500 składki naubezpieczenie = 47.500
Wybieram,oczywiście, A.
Obliczenie, chociaż arytmetycznie poprawne zakłada, że utrata samochodu, który dla świadczącego usługi transportowe kierowcy jest jedynym narzędziem zarabiania pieniędzy nie wpłynie na jego dochody a jedyną finansową konsekwencją straty będzie konieczność zakupu nowego.
W przypadku B) ocena Korwina jest nieco zbyt entuzjastyczna: nawet jeśli możliwy jest zakup ciężarówki w ciągu jednego dnia, wypłata ubezpieczenia zajmie nieco więcej czasu. Trzeba się więc liczyć ze stratą wynikającą z koniecznego przestoju, a być może nawet z odejścia części klientów, którzy będą musieli w tym czsaie znaleźć innego kierowcę.
W przypadku A) założenie nieprzerwanego strumienia dochodów jest jeszcze bardziej absurdalne, choćby dlatego, że po utracie samochodu wyschnie on do zera o ile niezbyt szczęśliwy kierowca nie posiada gotówki na zakup następnego lub choćby zdolności kredytowej dla uzyskania tych pieniędzy.
Na tym nie koniec. Mało kto kupuje samochód tylko na rok, nawet osobowy a co dopiero ciężarówkę. W ewentualnym szacowaniu ryzyka związanego z możliwą jej utratą należy także wziąć pod uwagę jej efekty dla finansów na następne lata a one, zwłaszcza w przypadku braku ubezpieczenia, mogą być opłakane.
Policzmy w stylu Korwina: ciężarówka ma pracować jeszcze 10 lat, warta jest, niech mu będzie, 150000 a roczny dochód to 50000. Przestój związany z wypłatą ubezpieczenia powoduje stratę równą 10% rocznych dochodów, jeśli nie ma ubezpieczenia, zarabianie się kończy. Dla uproszczenia zakładamy (zwiększając wartość opcji bez ubezpieczenia), że wypadek może nastąpić tylko pod koniec roku, po osiągnięciu pełnych na ten rok dochodów. Dla przypadku A) mamy 0.99 * 500000 + 0.01 * (50000 – 150000) = 494000, dla przypadku B) jest to 0.99 * 500000 + 0.01 * (-5000) = 494950. Co wybierze Korwin?
Niestety wartość praktyczna tych wyliczeń jest równie niewielka, co wyliczeń JKM. Konsekwencje finansowe straty źródła dochodów inne przecież będą dla osoby, która ma milion złotych oszczędności, inne dla osoby, która oszczędności nie ma a do tego z miesiąca na miesiąc spłaca kredyt za mieszkanie i za właśnie utracony samochód! Beztroskie w sumie "zarabianie się kończy" może równie dobrze oznaczać rozpoczęcie naliczania różnych karnych odsetek czyli jeszcze większą stratę. Te wszystkie czynniki należałoby wziąć pod uwagę. Warto też pamiętać, że prawdopodobieństwo 1% Korwin wyssał z palca, w rzeczywistości jest zupełnie inne.
Ważne jest co innego: konsekwencje ubezpieczenia nie są takie same dla ubezpieczyciela i jego klienta, dlatego możliwe i całkiem prawdopodobne jest, że ubezpieczyciel zarobi swoją premię na składkach klientów a jednocześnie dla nich będzie to także sytuacja statystycznie korzystna (czyli wartość oczekiwana po ubezpieczeniu będzie wyższa niż przed).
Korwin podnosi jeszcze inną konsekwencję ubezpieczenia:
do tego dochodzi wspomniany wczoraj "moralhasard": jeśli samochód nie jestubezpieczony, to kierowca bardziej go pilnuje – więcprawdopodobieństwo ukradzenia go jest mniejsze!
Niestety ludzie czasem chociażby śpią. Można spać w samochodzie, ale wygodniej jednak w domu. Można na czas odpoczynku postawić koło samochodu uzbrojonych strażników (kilku, przecież jeden będzie w końcu musiał iść za potrzebą), tylko czy to na pewno będzie tańsze niż ubezpieczenie?
ps. Gammon podrzucił jeszcze jeden ciekawy argument, w sam raz dla Korwinowców: jeśli ubezpieczenie negatywnie wpływa na wyniki firmy to dlaczego Niewidzialna Ręka Rynku nie posprzątała tych, którzy się ubezpieczają?
ps2. Koniec z ubezpieczeniami, przynajmniej na razie.
Dnia 15 sierpnia 2010 napisany w
Ogólne